Ma rację posłanka PiS Joanna Lichocka mówiąc, że „Jeżeli dobra zmiana ma dotrzeć do każdego miejsca, jeżeli ma wejść do lokalnych środowisk, musimy doprowadzić do tego, żeby „dobra zmiana” wygrała samorządy. Nie da się Polski zmienić, tylko mając zmieniony rząd w Warszawie. Władza realna jest w samorządach, jeżeli chodzi o Polskę lokalną. Do tego konieczna jest mobilizacja. My musimy znów ten nastrój, tę mobilizację wywołać. Premier Mateusz Morawiecki niedawno powiedział, że te wybory samorządowe będą miały takie znaczenie historyczne, jak te w 1989 roku i ja się z nim zgadzam. Nie zmienimy Polski jeżeli nie zmienimy układu sił w sejmikach i powiatach”.

Szkoda, że pani poseł nie przyjedzie do Wrześni. Jej słowa i zaangażowanie w sprawy dobrej zmiany dałyby impuls do dalszych, na które czekają mieszkańcy Wrześni.

Ma rację pani poseł mówiąc, że   „mamy fajnego premiera, super panią wicepremier, całkiem sympatycznego prezydenta, Jarosław Kaczyński stoi na czele obozu rządzącego. Cóż chcieć więcej? Program 500 plus działa, wiek emerytalny obniżony, stawki godzinowe podwyższone (…). 

Mamy wielkie oczekiwania. Chcemy zmian. Zauważalnych zmian i poprzemy jak zwykle kandydatów zjednoczonej prawicy. Zrobimy wszystko, by nie było jak było.

Podzielamy też niepokój pani poseł, która obawia się o wynik wyborów mówiąc: „siedzą więc nasi wyborcy siedzą na kanapie, trzymają w ręku pilota i generalnie nie jest źle. A na kanapie Polski nie zmienimy. Trzeba odłożyć pilota i wstać z kanapy, żeby wygrać wybory”.

Oj, chciałoby się mieć panią poseł Joannę Lichocką w swoim okręgu. Przy jej temperamencie i rozumieniu wagi czasów, w których przychodzi zmieniać nam Polskę niejeden pełnomocnik powiatowy, a zwłaszcza ten „nasz” dostałby przypływu energii, czyli …. (zresztą każdy kto zna ten wrzesiński „układ zależności” wie co o chodzi).

Obserwator wrzesiński.